Jestem na TAK, czyli nic innego jak popularni ulubieńcy miesiąca. Moje serce w tym miesiącu skradło kilka produktów, mam nadzieję, że i Wam się one spodobają.. Zapraszam!
1. PHARMACERIS, DELIKATNY FLUID INTENSYWNIE KRYJĄCY SPF20
Podkład zakupiony został w Super-Pharm w granicach 35 zł o numerze 02 (sand) Zużyłam mój wcześniejszy podkład, a raczej krem BB (Maybelline), który swoją drogą sprawdzał się dobrze w okresie wakacyjnym, gdzie nie potrzebowałam zbyt mocnego krycia. Jednak w powietrzu czuć nadchodzącą jesień stąd i mój wybór padł na podkład bardziej kryjący. Długo się zastanawiałam co mam wybrać. Myślałam nad podkładem z Pierre Rene (Skin Balance), Mishy (Perfect Cover), Maybelline (Affinitone), aż w końcu wybór padł na Pharmaceris. Mam go gdzieś od początku sierpnia więc mogę co nieco o nim opowiedzieć: wystarczy jedna pompka żeby uzyskać dobre krycie na całej twarzy (tyle ile na zdjęciu), mimo, że jestem osobą dosyć bladą odcień 02 świetnie dopasował się do mojej cery i się nie odcina. Nie ma mowy o efekcie maski, pomimo, że kryje dobrze niewielkie zaczerwienienia i wypryski (nie możemy mówić o kryciu podobnym do REVLONu, ale z małą pomocą korektora radzi sobie wyśmienicie) Nie ściera się w ciągu dnia więc spokojnie możemy mu zaufać. Co do matowienia skóry, to ciężko mi to ocenić, gdyż zawsze używam pudru matującego (mam cerę tłustą), ale nie zauważyłam nadmiernego świecenia :) Nie uczula, nie zapycha, zapach od taki - podkładowy. Sam podkład na twarzy wygląda bardzo naturalnie, mogę nawet powiedzieć że daje efekt lekko rozświetlający, o żadnym efekcie ciasteczka na twarzy nie ma mowy. Cena tak jak wspomniałam ok 35zł - jak na podkład niedrogeryjny, lecz apteczny myślę, że jest bardzo dobrze! Co do wydajności ciężko mi powiedzieć (i to jest minus) bo nie widzimy ile produktu zostało.. jednakże podkład jak dla mnie póki co prawie idealny! :)
2. ANTYPERSPIRANT W KREMIE 'SENSITIV' ZIAJA
Lato dla wielu osób zmagających się z problemem potliwości, może być okresem dosyć ciężkim. Ja co prawda nie mam ogromnych problemów, ale zwykły dezodorant dla mnie nie wystarcza. W swoim życiu wypróbowałam już chyba większość produktów dostępnych na półkach sklepowych - od Dove, przez Adidasa, Garnier, czy inne Fa. Wyjeżdżając na wakacje kupiłam ogromnie polecaną kulkę z Vichy (którą swoją drogą opiszę w notce "jestem na NIE" czyli popularnych bublach. I tak przez przypadek trafiłam na kulkę z Ziaji, która od dłuższego czasu stała w łazience mojej mamy. Jakie było moje zdziwienie kiedy po raz pierwszy ją powąchałam!! Nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, więc jak macie możliwość to sprawdźcie w jakiejś drogerii jak nieziemsko to pachnie! Co do działania, również jestem zdecydowanie na tak. Problem szeroko pojętej potliwości - nieprzyjemny zapach, krótkotrwałe działanie czy efekt mokrej pachy już mi nie grozi. Uwielbiam go! Sprawdza się i w gorące, jak i stresujące dni, a nawet podczas wieczornego biegania! Raczej nie zostawia śladów na ubraniach, ale przy czarnych ciuchach lepiej chwilę odczekać :) Nie zauważyłam żadnych podrażnień, nawet jak zaaplikuję tuż po goleniu. Do tego cena zachęca do wypróbowania ok 7zł za 60ml. Produkt dostępny w drogeriach typu Rosmann, Super-Pharm itp.
Bym zapomniała: nie zawiera parabenów, alkoholu i barwników.
3. ALVERDE, NAGIETKOWA EMULSJA DO MYCIA TWARZY
Na samym początku muszę zaznaczyć, że należę do grupy osób, które nie do końca lubią zmywać makijaż płynami micelarnymi, dlatego muszę ratować się wszelkiego rodzaju emulsjami, czy piankami. W chwili obecnej wybór padł na Alverde (coś musi w tym kosmetyku być, skoro to już moja trzecia tubka!) Kosmetyk może bez większego WOW, ale robi to co ma robić, czyli zmywa makijaż (przy zmywaniu okolic oczu, czasami muszę użyć produkt po raz kolejny, bo zostaje trochę pandy), nie zostawia wysuszonej skóry, nie podrażnia, nie zapycha.Jedyny minus to zapach kosmetyku - trochę duszący, ale można się do niego spokojnie przyzwyczaić, oraz po części lejąca i nie pieniąca się konsystencja, która może powodować, że produkt jest mniej wydajny - ale u mnie starcza on na ok 3 miesiące, więc jak za tą cenę (ok. 2,5 € za 100ml) nie jest źle. Jednym słowem, polecam, nie jest to co prawda kosmetyk, który mam zamiar używać do końca życia, ale w chwili obecnej sprawdza się u mnie idealnie :)
4. NIEZASTĄPIONA CZWÓRKA DO MAKIJAŻU OKA!
INGLOT
SLEEK OH SO SPECIAL (pierwszy u góry z lewej)
Przez ostatni czas, katuje tą czwórkę non stop. Nie nudzi mi się, nie mam nawet ochoty na eksperymenty. Moja miłość należy do jednego cienia z paletki Sleek'a (Oh so special), oraz trójeczki z Inglota. Na całą powiekę nakładam jaśniutki cień ze Sleek'a aby rozjaśnić i wyrównać kolor na powiece, po czym rozcieram go najjaśniejszym cieniem z drobinkami z Inglota dzięki czemu mamy efekt delikatnego rozjaśnienia, w załamaniu używam pośredniego cienia wpadającego w szarość, a dolną linię rzęs podkreślam brązowym cieniem i delikatnie rozcieram. Dla tej czwórki zrezygnowałam z używania brązowej kredki z Essence (mój dotychczasowy must have). Powiem Wam, że odkąd zaczęłam używać tej czwóreczki dostałam tyle komplementów o makijaż oczu, że prędko z tego zestawu nie zrezygnuję! :D Oczy są rozświetlone, radosne, jednak podkreślenie dolnej linii rzęs zamiast górnej powoduje mały efekt zaskoczenia.
5. TUSZ DO RZĘS LOVELY, CURLING PUMP UP MASCARA
Moja miłość, która została porzucona na okres jednego miesiąca (miałam przedłużane rzęsy), powróciła do mnie szybciej niż myślałam. Po zdjęciu przedłużanych rzęs, myślałam, że się zapłaczę. Z moich gęstych, długich i podkręconych na maxa rzęs, została mała kupka wiotkich, krótkich i marnych rzęs.. No cóż nie ma co porównywać przedłużanych rzęs do moich naturalnych (które są z natury długie, ale proste jak drut..) Szukałam, szukałam i z podkulonym ogonem wróciłam po raz chyba czwarty do maskary z Lovely. Niestety początki były straszne - tusz był nowy więc nie pracował tak jak powinien, do tego moje osłabione na maxa rzęsy.. czasami miałam wrażenie, że lepiej rzęsy wyglądają bez tuszu niż z nim.. ale grzecznie poczekałam koło tygodnia i tusz jest zupełnie inny (czyli tak jak za każdym razem) Pięknie rozdziela moje rzęsy, przy użyciu zalotki podkręca moje rzęsy, nie osypuje się, kolor jest intensywnie czarny - nic nie można mu zarzucić. Nie skleja rzęs, nie zauważyłam zbytniego pogrubienia, ale wydłużenie i utrzymanie podkręcenia (dla kogoś kto nie ma tak opornych rzęs jak ja, szczoteczka świetnie podkręca rzęsy) Cena jest rewelacyjna ok 9zł za 8ml. Tusz możemy znaleźć w Rossmanie. Jeżeli go nie wypróbowałyście, to lećcie do sklepu - jak dla mnie jeden z lepszych tuszy, a w tej kategorii cenowej idealny! Ja nie widzę żadnych minusów.
6. KALLOS, MASKA LATTE
chciałoby się rzecz: cud, miód i orzeszki. Idealna konsystencja, idealne działanie na włosy - mięciutkie i sypkie, zero oznak wysuszenia czy rozdwojonych końcówek, idealna cena (ok 6zł za 275ml, dostępna w Hebe, Allegro, Perfumeriach internetowych), oraz idealny zapach, który przypomina mi smaki dzieciństwa (coś na kształt kruchych waniliowych ciasteczek posypanych cukrem..mniam! aż zrobiłam się głodna!) Jeżeli ktoś jeszcze tego nie wypróbował, zdecydowanie polecam. Jeśli nawet komuś nie podpasuje (a nie wiem czy to możliwe?!) to będzie świetną odżywką dla naszych pędzli!
Sierpień przyniósł mi takie skarby. Używałyście któryś z tych kosmetyków? A jakie są wasze produkty na TAK?
Buziaki,
Olecka! :*
Kochana, dodaj sobie "obserwatorów" :)
OdpowiedzUsuń